Antropologiczne oko Boga

Starałem się przybliżyć, w dwóch wcześniejszych notatkach, pewien przełom w sposobie funkcjonowania refleksji o rzeczywistości. Jest to refleksja dotycząca perspektywy ludzkiej, która otaczając pewien obszar, tworzy wypowiedzi, nazywane dalej nauką. Perspektywy, która prowadzi do rozczarowania.

Na początku było różnie

Zakres wiedzy antropologicznej i filozoficznej, pozwala trzeźwo (w pewnej mierze) spojrzeć na kondycję człowieka – na jego dokonania i osiągnięcia. Zbierając te dojrzałe owoce, wskazanych nauk, można dostrzec, że holistyczny i spójny obraz, nie wyrasta z rozgałęzień wiedzy. Innymi słowy, nie ma jednoznacznej i systematycznej wykładni, która obrazowałaby człowieczeństwo i człowieka.

Synkretyzm naukowy zawiera w sobie taką suplikację. Jednak, co zauważalne, stosując system metafor, jakimi są nauki szczegółowe, nie udaje się uciec od stawiania akcentu na tę dziedzinę, która determinuje i matrycuje system wiedzy. Uporządkowanie narracji, zależne jest zatem od elementu konstytutywnego, obligującego tezy jakie z niego wyrastają (w oparciu o uspójniony paradygmat), O takim podziale mówi postmodernizm, wskazując na multiplikacje wiedzy i profesjonalizację związaną z rozrostem kultury eksperckiej.

W moim przekonaniu, antropologia zbliża się najbardziej do całościowego ujęcia istoty ludzkiej – z dystynkcją ujmującą kulturowość, jako wymiarem należnym jedynie naszemu gatunkowi. Mimo wszystkich ułomności, których doświadcza i odkształceń, którym podlega, jest najbardziej wydolna, by cokolwiek powiedzieć na nasz temat. Niuansując teoretyczne objaśnienie, implikuje mnogość dopuszczalnych odpowiedzi i fakt ten oswaja. Dzięki niej wiemy, że obraz człowieka, który wyłania się w perspektywie naukowej jest stale wybrakowany, a do tego determinowany obowiązującymi wzorami kulturowymi. Posiada swoje ograniczenia, immanentnie zawarte w różnorodnym ramowaniu.

Symbol jedności

Po co jednak ten krótki ekskurs?

Otóż człowiek jest istotą, która przekracza naturę. Przekraczając przygniatającą, materialną, kondycję, uzyskuje świadomość swojej odrębności(chociaż może odwrotnie?) Odrębność tą wyraża, konstruując rozmaite porządki symboliczne. Te mają właściwości umacniające zdolność do myślenia abstrakcyjnego. Stąd już tylko krok od pytania – czy wszystko co nas otacza, to wszystko?
Na wpoły magicznie, na wpoły mitycznie, na wpóły intuicyjnie, człowiek zaczyna rozważać pochodzenie świata i siebie, jako elementu centralnego. Rozpoczyna myślenie organizowane (posiadające jakość), tak więc pojawiają się kategorie wartości. Zarysowuje się domniemanie zewnętrznego pochodzenia tego fenomenu, który czyni z nas autarkiczny podmiot i do tego refleksyjny. Człowiek odkrywa w sobie możliwość spojrzenia zewnętrznego – przyjęcia optyki nadnaturalnej. Szuka reprezentacji w takimż symbolicznym porządku.

Antropologia pokazuje nam, że trwałym komponentem ludzkiej kondycji jest religijność. To rudymentium, które umożliwia spojrzenie na istotę ludzką z odrębnej perspektywy.
Koncepcja ta zawarta zostaje w porządku symbolicznym, którego zadaniem jest uzmysłowienie nam boską potencjalność tej optyki. Aktywność symboliczna daje utrwalony i metodologiczny obraz człowieka jako istoty, która zmaga się nie tylko z materialnością, ale przede wszystkim, z autoteliczną duchowością. To koncepcja człowieczeństwa w relacji do sfery sacrum. Pozornie nieprzekraczalnego i niedostępnego obszaru tajemnicy, którego peregrynacja jest miarą metafizycznej przymiotowości.

Podsumowując, możemy przyglądać się sobie – od środka. Co daje nam zawsze ujęcie fragmentaryczne. Bądź postarać się pooglądać z ujęcie metafizycznego, że tak to ujmę roboczo. Druga wersja, zakłada możliwość przejścia od fragmentaryzmu do pełnej wizji, czego bazą jest odczucie refleksyjnej odrębności. Operując językiem pragmatyzmu, jest to resentymentalne dowartościowanie, wciągające racjonalizm w mroki mistycyzmu.

Sztuka poszukiwania

Ludzie żyją podług wartości, które wyrastają w danym wzorze kulturowym. Żyjemy w kulturze pluralizmu. Możemy dokonać wielokrotnych wyborów, które będą nas determinowały, poprzez odniesienie do właściwości wizerunku zawartego w modelu więzi, które z niego wypływają. Obraz człowieka jest mocno zdecentralizowany w tej kulturze. Nie jest to zarzut. To niepoddająca się przekroczeniu właściwość. Nie ma jednej tożsamości i jednej grupy odniesienia. Jest ich wiele, i wiele możemy ich wygenerować.

Człowiek XXI wieku jest poszukiwaczem. Mając poczucie braku solidnych fundamentów w sobie samym i będąc znużonym dostępnymi porządkami symbolicznymi, jest skazany na los tułacza. Tułacza poszukującego tożsamości. Ta natomiast nie mieści się w pleniących majestatycznie pałacach pychy, znudzonego intelektu. Jest znacznie bliżej. Wymaga przyjęcia tej drugiej optyki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *