Boska kruchość – interludium.

W okresie poświątecznym, gdzie w pamięci mamy wciąż kulinarne wyżyny, na które wspinaliśmy się wraz z bliskimi, istnieje pewne ryzyko skojarzeniowe związane z zatytułowaniem wpisu w taki sposób. Nie będzie jednak peanów na cześć doskonałych wypieków, w które obfituje tradycja świąteczna.

Tuż po wszystkim, kiedy oficjalna część cichnie, a po eksplozji pozostaje echo, można poszukać miejsca na spokojny namysł o świecie. Bo oto świat został przemieniony.

Zastanawiające jest, że w czasach kiedy najbardziej poręczną wykładnią sensowności jest siła (poprzez m.in. rozkwit form kultury, które Nietzsche nazywał dionizyjskimi, czy próbowanie uporządkowania materii kulturowej transgresjami Bataille-go), świat zmienia się pod wpływem niemal niezauważalnego fenomenu.

Rzeczywistość, osadzona na mocnym fundamencie potęgi i jej konotacji, zostaje podważona i ostatecznie przekształcona. Przyczyna jest tak licha, tak krucha, że wydaje się niemożliwym, aby nie została starta w pył w tej konfrontacji.

Czy pierwiastek może przemieniać całość i posiadać moc transgresji ontologicznej? Czy umiem wyobrazić sobie, aby błahostka zmieniła mnie absolutnie i całkowicie, ot tak? Ciężko w to uwierzyć, w czasach kiedy, z jednej strony ufamy jedynie doświadczeniom mocnym i efektownym, a z drugiej – gdy fundamentem jest melancholijność współczesności (przywiedziona do granicy rozpaczy).

W takich konfiguracjach poczucie wyizolowania w niemożliwości stanowi zasadniczą wykładnię naszych osobowościowych granic.

Rozum twierdzi, że przemiana jest możliwa, ale wymaga nakładu pracy i energii. Wymaga zmiany nawyków i zawalczenia z wygodą, która przejawia się w oswojonych formach codzienności.

Nie jest możliwym, aby radykalna zmiana, krusząca paradygmaty, wywołana została z przyczyny niesamodzielnej, drobnej i wymagającej opieki.

Jednak to właśnie drobnostka, staje się fundamentem przekształcenia tożsamościowego. Granica jest tak drobna, że łatwo przejść bez szczególnej refleksji. Kiedy nie zachowa się dostatecznej obserwacyjnej odległości, można jej nie zauważyć. Implikacją jest stan, w którym nie odnajdujemy różnicy pomiędzy tym co było, a tym co jest.


Gdybyśmy, dla przykładu, przenieśli to na grunt nauk przyrodniczych, to faktycznie, trzeci gatunek szympansa różni się od swoich kuzynów kilkoma procentami DNA. Drobnostka, która ma kapitalne znaczenie i właściwość przekształcenia całej rzeczywistości.

Przyzwyczailiśmy się, że zmiana jako termin, zarezerwowana została dla wielki spraw manifestujących się namacalnie i widocznie. Ostatni czas pokazuje, że nie o silę wszak chodzi, a o subtelność. Zmiana zachodzi za sprawą wrażliwości i to delikatność zaprowadza całkowicie odmienny porządek. Porządek, który odrzuca logikę starego świata, by przyjąć nowy, ten który wzbudza metafizyczny dreszcz. Trzeba tylko pozostać we wrażliwym otwarciu i wyczekiwaniu na zaproponowane, kruche, odnowienie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *