Polak, katolik, feminista cz. III ostatnia

Moich zmagań ciąg dalszy, dzisiaj chciałbym odmitologizować twierdzenia, które wiążą się z Nowym Testamentem, a zasadniczo tymi częściami, które są dopowiadane w listach. W domyśle stanowią one eksplikacje ról, z której wynika dogmatyczna konieczność odgrywania ich stale w przestrzeni społecznej.

Nowy Testament

Chrześcijanie realizują nowe przymierze, gdzie rola kobiety we wspólnocie zostaje zredefiniowana, powiedzą przeciwnicy. Listy Apostolskie dostarczają koronnego dowodu marginalizacji kobiety we wspólnocie. Chodzi o twierdzenia św. Pawła, który musiał, jak wskazuje historia w pewnych momentach swojej działalność uwzględniać ryt judeochrześcijański poszczególnych wspólnot z terenów Azji Mniejszej, które reagowały silnie nieprzychylnie na zbyt śmiałe zrywanie z tradycją Judaistyczną. (por. Historia Kościoła t.1, Od początków do 600, ozdz. Kościół poza Jerozolimą, J. Danielou, H.I.Marou)

Jest kilka miejsc, które denuncjują nierówność i miałyby zapraszać do szowinizmu. Powierzchowna i ogólna analiza pozwala na takie twierdzenia.

Pierwszy szowinistyczny fragment znajdujemy w liście do Koryntian (7;1-16). Jest to nauka dotycząca małżeństwa. Można odnaleźć tam nawoływanie głównie do tego, by nie wchodzić w związek małżeński, gdyż lepszym jest dla człowieka pozostawać samemu(sic!). Jednak wchodząc w związek istotnym elementem jest trwanie poprzez uświęcenie. Jest to rzecz dwustronna. Nie znajdujemy tam żadnego twierdzenia sankcjonującego wyższość, a wręcz odwrotnie, jest wskazanie równości.

W tym samym Liście jest rozdział 11, który odnosi się do zebrań wspólnoty i tam faktycznie odnajdujemy konwencję, która ujmuje obrazowo relację pomiędzy kobietą, a mężczyzną, która jest porównana i odniesiona do relacji Kościoła i Boga. Głową jest Bóg, ciałem Kościół.

Można, bez cienia złej woli, zrozumieć to wprost. Mężczyzna jest bliżej Boga. Jednak relacja Boga do człowieka, to relacja sensualna i relacja miłosna. Można spróbować zestawić ten fragment z Pieśnią nad Pieśniami – czyli erotykiem, który jest poetyckim, a przy okazji bardzo zmysłowym, zapisem relacji pomiędzy parą darzącą się niezwykła miłością. Według interpretatorów Pisma Świętego jest to relacja Boga i człowieka, gdzie jeśli zachodzi różnica, to zostaje ona wyniesiona do takiego poziomu, że prawem transgresji, wywyższenie ją niweluje, czyniąc to co najbardziej ukochane.

Fragment ten nawiązuje do pochodzenia kobiety od mężczyzny, tak więc jest to powrót do Księgi Rodzaju i roli daru w kulturze. Co znamienne w tym samym fragmencie autor mówi, że jeśli nie ma kobiety bez mężczyzny to nie ma jednak mężczyzny bez kobiety. Role te są komplementarne względem siebie.

Ponad to, jest to omówienie zasad funkcjonując podczas nabożeństwa. Sygnalizuje, że to jest szkic, tutaj brakuje argumentu teologicznego, który najpewniej wykazałby, że mój szkic to hermenutyczna metoda, która ma swój urok, ale nie wchodzi w kanon teologii katolickiej. Gdybym miał taką ambicję to byłby to z całą pewnością wątek sekundarny.

Chciałbym jeszcze omówić pęta cielesne kobiety i mężczyzny, w kontekście dwóch fragmentów.

Pierwszy to z Listu do Efezjan (1, 15-23), w którym mowa jest o tym, że Bóg jest głowa, a człowiek ciałem i wyłożona jest teologia miłosierdzia i niezwykłej obowiązkowości wynikającej z faktu przewodzenia i zarządzania ciałem, bez którego głowa nie mogłaby funkcjonować.

Jet także fragment, który faktycznie odnosi się do ról małżeńskich, które jednak stanowią w ujęciu Pisma Świętego wyswobodzenie na drodze do Boga, dzięki któremu należycie jesteśmy uświęcani.

Mam na myśli kolejny fragment z Listu do Efezjan (4, 21-32), który wykazuje, że relacja małżeńska jest żywym obrazem relacji w Kościele, że małżeństwo jest ontologiczną transgresją, a nie jak chce tego feminizm, hamulcem postępu. Oczywiście na planie metafizycznym, który przekreślają zakorzenione w materializmie ateistycznym przedstawicielki ruchu, nawiązujące jednak do ontologii. Jednakże same wskazanie, które odnoszą się do wzajemnego miłowania jako realizacji zamysłu Boga nie jest czymś szczególnie nagannym, jak mniemam.

Ostatni fragment, który mnie zainteresował to z Listu do Galatów(3.28-28). Po nadejściu Mesjasza wszyscy jesteśmy równi. Nie ma żadnej różnicy pomiędzy nami, wszyscy jesteśmy rodziną. Rzecz oczywista, że rodzina jest macierzą dyferencjacyjną, ale taką, która nie rodzi żadnego szowinizmu.

Jest to niejako klucz do zrozumienie miłosierdzia bożego, bo to przecież ono nam wskazuje, w jaki sposób mamy się zachowywać.

Źródła niechęci i braku zrozumienia

Jak widać, przy odrobinie pracy można wykazać, że Kościół stara się udoskonalić relację pomiędzy kobietą, a mężczyzną, którzy różnią się biologicznie. Relatywizm współczesności stara się jednak za wszelką cenę dostarczyć argumentów przeciw małżeństwu, sprowadzając je do oschłego aktu notarialnego. Jednak relatywiści zapominają, że antropologia obserwuje ludzką potrzebę rytuałów, których elementarną funkcją symboliczną jest doprowadzenie do transgresji ontologicznej. Tak jest również w sytuacji sakramentu małżeństwa, które w pewien sposób oswaja rzeczywistość naturalną i sprowadza do pierwiastka kulturowego. To zasadniczo nic innego jak ochrona przed absurdem gołej rzeczywistości, ale o tym napiszę przy innej okazji.

Niechęć wywołują popkulturowe klisze, które pokazują Kościół jako instytucję, której starszy przedstawiciele, z nieznanych przyczyn, zabraniają przyjemności bezmyślnej masie. Sami jednak oddają się zwyrodniałym przyjemnością itd. Zawsze opinia Episkopatu dotycząca cielesności jest jednoznaczna – przypomina, że człowiek jest istotą ludzką, którego godność jest uświęcona. Co odnajdujemy w głównym cieku? Ograniczenie swobody obywatelskiej.

Niestety te klisze stanowią niespójny podkład pod heurystyki opiniotwórcze.

Nie ma cienia wątpliwości, że określanie kogoś na podstawie jego seksualności jest formą redukcjonizmu, któremu zawsze towarzyszy zubożenie osobowe. Warto zastanowić się nad formami, które czynnik płciowy, a więc cielesny, stawiają pierwszorzędnie.

Kultura masowa eksploatuje nadmiernie cielesność i co trzeba powiedzieć jasno, chodzi o cielesność kobiety. Intymność, która ewokowana jest m.in. cielesnością pozostaje całkowicie zdeptana, a w miejsce mistyki, do której prowadzi ciało, pozostaje godzące w godność osobową, wrażenie estetyczne. Seksualność to nie problem religijny. Z tym religia radzi sobie jednoznacznie i dobrze, wplatając seks w plan etyczny, wyrażony zasadami, z którymi problem mają mężczyźni. Seksualność staje się problemem wtedy, kiedy odpuszczamy sobie jakąkolwiek perspektywę etyczną na rzecz estetycznej.

Zadaniem perspektywy etycznej, która ma zostać rozbudzona aktywnością sumienia, jest upodmiotowienie kobiety w oczach mężczyzny. Apelowanie o czystość i wstrzemięźliwość jest apelem do sumienia mężczyzny, który ma większą skłonność do słuchania swojej biologii, determinowanej testosteronem. Zaniechanie intymnego obcowania cielesnego, ma za zadanie zbudowanie świadomości podmiotowości tej istoty, która jest wyjątkowa, nie poprzez elementy biologiczne, a przez pokrewieństwo duchowe. Nie chodzi jedynie o grzech, a umożliwienie dialogu, o którym rozlegle pisze Tichner, Buber czy Levinas. Spotkanie zawsze wymaga przyjęcia podmiotowości Innego. Chodzi o podkreślenie wartości osoby, a nie ograniczenie.

Zatrzymajmy się na sekundę przy cielesności. Kultura masowa, jak wskazuje czołowy badacz ponowoczeności Zygmunt Bauman, wchłonęła ciało i przekształciła jego funkcję. W eseju Ponowoczesne przygody ciała wykazuje, że kontrola ciała, która jest aktem nadzoru politycznego, w kulturze konsumpcjonizmu przestała funkcjonować na tych samych zasadach. Ciało obecnie jest dostawcą przyjemności sensualnych, dzięki którym jednostka ma możliwość kolekcjonowania wrażeń i odczuwania wolności. Odpowiedzialność za ciało znika z horyzontu jako niepotrzebna rozterka. Nie jest to naganne, chyba, że wyswobodzenie może ciągnąć ze sobą ponure skutki degeneracji fizycznej oraz psychicznej. Nasze ciało, a więc my, stajemy się podlegli wpływom mody, która doraźnie określa standard aksjologiczny poprzez zmiana w układzie dostępnych sensualnych bodźców. By cieszyć się pełnią wolności należy zrezygnować z rozterek i obaw, jakie niesie ze sobą możliwy uszczerbek na zdrowiu i poddać się bezwolnie zawoalowanej konsumpcji, samemu będąc czasem towarem konsumpcyjnym. Brzmi to jak z Huxleya, ale to tylko zdrowa konstatacja trzeźwego socjologa.

Kiedy ciało kobiety staje się towarem, kiedy traci pełnie swojej głębi społecznej, feminizm mówi o konieczności walki o prawa kobiet. Podobnie przestrzega nauczanie Kościoła, z tą różnicą, że przestrzega zanim człowiek wejdzie w świat opisany przez Baumana. Nie wchodź w coś, co spowoduje, że zostaniesz uprzedmiotowiony. Nie ryzykuj.

Muszę zadać pytanie dygresyjne. Czy antykoncepcja nie stanowi doskonałego narzędzia, dzięki któremu możliwe jest pozbycie się uciążliwych konsekwencji aktu seksualnego? Jeśli tak, to na kim klasycznie spoczywała odpowiedzialność za poczęte życie? Kto tak naprawdę korzysta na antykoncepcji? Kobiecie wystarczy nie współżyć z niedojrzałym emocjonalnie facetem, nie musi przecież oddawać całej swojej godności, która pozostaje

Katalizatorem niezadowolenia kobiet, które wyszły na ulicę i protestowały w ramach Czarnego Protestu, była próba deregulacji ustawy określającej możliwości przeprowadzenia aborcji.

Bez wkraczania w nabrzmiały dyskurs etyczny dotyczący aborcji, warto zastanowić się na własną rekę, co tak naprawdę mówi Kościół. Mówi tylko, że sprowadzenie człowieka do jednej jego funkcji jest formą regresji ontologicznej, która budowana jest na fantazmacie.

Konkluzja

Kościół, w mojej opinii, walczy o równościowe traktowanie kobiety, nie tracąc z oczu naturalnych konsekwencji płci i desygnacji biologicznej, która narzuca ramy zachowania kulturowego.

Walka ta dotyczy upodmiotowienia kobiety, w świecie naszpikowanym seksualnością i z tej seksualności czyniącym oręż na wielu przestrzeniach życia społecznego.

Moim zdaniem problem antykoncepcji jest problemem niedojrzałości współczesnych mężczyzn i kobiet, którzy podchodzą do życia egoistycznie, a to z modeli funkcjonujących w sferze medialnej.

Kościół walczy o kompleksowe traktowanie istoty ludzkiej, która jest koroną stworzenia, a sprowadzanie jej do biologii i to w wymiarze reprodukcyjnym i osnuwanie tego argumentacją wolnościową jest kłamstwem, z którym teoretycznie chcą walczyć przedstawicielki nurtu radykalnego i liberalnego w feminizmie.

Nie ulega wątpliwości, że kolejną wariacją sofizmatu jest dekonstrukcja ról wynikających wprost z naszej zwierzęcej proweniencji. Wszelkie podręczniki akademickie (por. Pierwszy rok życia dziecka, h.Murkoff, S. Mazel) i luźniejsze materiały (n. blog Mataja.pl), które przedostały się w moje ręce wykazują, że tak błaha sprawa jaką jest karmienie dziecka ma niezwykły wpływ na jego zachowanie i zdrowie – od rozwoju hormonalnego przez nabieranie osobowości, poczucie swojej wartości oraz poczucie bezpieczeństwa. Dane idące z międzynarodowych organizacji zdrowia wskazują, że mleko matki jest niezbędne dla prawidłowego rozwoju dziecka w pierwszy sześciu miesiącach życia (www.1000dni.pl). Można z tego wyciągnąc bardzo jednoznaczny wniosek, który dopełniony zostaje przez neuronauki, wykazujące zróżnicowanie na poziomie neurologicznym (por. Bez ograniczeń. Jak rządzi nam mózg, J.Vetulani, M.Mazurek). Różnimy się, ale te różnice są potrzebne, tak wskazuje również wariant socjobiologiczny, dzięki nim trwamy jako gatunek trzeciego szympansa.

Finał

Chciałem na koniec kilka słów powiedzieć o tym, dlaczego uważam łączenie stanowisk za możliwe – bo tak żyje w związku małżeńskim. Dopełniamy się i jesteśmy dzięki temu bliżej, posiadamy silną relację, która czyni nas szczęśliwymi. Uświęcamy się poprzez uszanowanie różnic w charakterze, które wynikają z kodu kulturowego oraz kodu biologicznego, ale na pewno wynikają z różnic w osobowości. Mamy również świadomość odmiennych ról w stadzie, które tworzymy, a których podwaliną jest biologia – ciężko mi wykarmić dziecko piersiami, a żonie nosić w ciąży meble.
Feminizm z całą pewnością pozwolił mi na większe przeżywanie emocjonalne związku oraz poświęcenie np. swojej kariery na rzecz rozwoju kariery żony. W żaden sposób nie czuje się z tym gorzej, ale nie chciałbym czynić z tego proporca, którym będę wymachiwał przy każdej rozmowie. Tak po prostu podpowiada nam sumienie. Mamy nadzieję, że to głos Boga, którego stale zapraszamy do naszego związku.

Jest to szkic, który wymaga przepracowania i falsyfikacji oraz wyostrzenia niektórych interpretacji, ale mam nadzieję, że komuś się to przyda. Z całą pewnością mnie samemu, bo tak przecież się dookreślam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *